niedziela, 17 maja 2015

Rozdział 1 część 1

6 lat wcześniej

Był to piękny wiosenny dzień, Emili właśnie wracała ze szkoły. Szła bardzo szybko, aby pokazać mamie piątkę z matematyki. Zatrzymała się jednak gdy usłyszała karetkę, po chwili ją zobaczyła. Przeraziła się, niedaleko przecież jest jej dom. Zaczęła biec. Wpadła do domu cała roztrzęsiona, bała się o mamę.  Zobaczyła tylko swojego ojca siedzącego na kanapie  z głową między kolanami.

-Tato, gdzie jest mama?-zapytała cała w strachu. Wiedziała, że mama jest poważnie chora.

Dziewczyna czekała na odpowiedź, jednak jej nie otrzymała. Poszła na górę, żeby sprawdzić czy mama po prostu nie ucięła sobie drzemki. Stoi przed drzwiami jej pokoju. Puka. Nic. Próbuje jeszcze raz. Nadal nic. Wchodzi do pokoju, rozgląda się, nie ma jej mamy. Zbiega na dół do ojca.

-Tato, gdzie jest mama?-ojciec nie odpowiada-Tato!-krzyczy.

-Nie ma mamy, rozumiesz?! Nie ma jej!- odpowiada w płaczu ojciec-Mama…umarła.

-To niemożliwe! To żart, prawda?- dziewczyna nie wierzy ojcu.  Zaczyna płakać.

-Umarła niedługo przed twoim przyjściem…zostawiła ci ten list-ojciec podał córce list po czym mocno ją przytulił. Wiedział, jakie to jest ciężkie dla niego, więc co to musi być dla jego córki. Dziewczyna długo będzie się przyzwyczajać do tego, że nigdy więcej nie zobaczy ukochanej mamy. Emili rozpłakała się w ramię ojca. Tak bardzo ją kochała, a teraz już nigdy jej się nie zwierzy ze swoich tajemnic, nigdy jej nie przytuli, nigdy nie będzie się z nią śmiała, ani płakała.

Ojciec puścił dziewczynę, po czym ta wybiegła we łzach z domu. Biegła przed siebie, nie wiedziała dokąd ale biegła. Dotarła do Magicznego  mostu. Tak ona razem z mamą nazwała to miejsce, za jej życia. Codziennie tu przychodziły aby przyglądać się pięknym zachodom słońca, dzisiaj jej mama już tu nie przyjdzie. Zaczęła sobie przypominać wszystkie wspólne chwile z mamą, te wesołe jak i smutne. Nawet się z nią nie pożegnała, gdyby tylko szybciej biegła do domu mogłaby jej powiedzieć ostatni raz jak mocno ją kocha, przytuliłaby ją ostatni raz i wypłakałaby jej się ostatni raz w ramię.

Przypomniała sobie, że dostała list od mamy, wyjęła go i zaczęła czytać.

 Kochana Emili

Córeczko, chciałabym Ci powiedzieć zapewne już ostatni raz jak bardzo Cię kocham. Napisałam ten list dosyć dawno, bo wiedziałam, że chwila kiedy odejdę na tamten świat nadejdzie dosyć szybko.  Jestem poważnie chora. Nie mówiłam Ci nic bo wiedziałam, że będziesz się martwić. Emili jesteś moim małym promyczkiem szczęścia, bardzo Cię kocham, nigdy o tym nie zapominaj.  Nie poddawaj się.  Nie martw się o mnie, będę teraz w lepszym świecie. Zawsze będę nad  Tobą czuwać. Mam też do Ciebie prośbę…pamiętaj, że cały czas będę przy Tobie. Nie ważne gdzie, ja zawsze będę obok Ciebie. Teraz jak sobie wyobrażam to pewnie płaczesz, nie martw się Słonko.

Zawsze kochająca Cię

Mama

Łzy po policzkach Emili zaczęły od nowa spływać. Nie wiedziała co ma teraz zrobić…nic, pustka w głowie.

-Kocham Cię mamo- powiedziała prawie niesłyszalnie dziewczyna. Nagle poczuła czyjąś obecność. Odwróciła się…zobaczyła małego pieska. Od razu pomyślała, że to znak od jej mamy. Wyciągnęła rękę w stronę zwierzęcia po czym je pogłaskała. Wzięła pieska na kolana.

-No więc mały, nazwę cię Promyczek, tak jak mama nazywała mnie-Emili uśmiechnęła się przyjacielsko do pieska po czym wstała z nim na rękach. Postanowiła, ze wróci do domu. Było już ciemno. Weszła do domu. Nikogo tam nie było, zdziwiła się, jej tata powinien być w domu. Weszła po schodach do swojego pokoju. Przyniosła Promyczkowi ciepłego mleka w miseczce, po czym porządnie go umyła. Postanowiła, że zwierzę będzie spało razem z nią w łóżku. Położyła się, przypomniała sobie cały dzień. Zaczęła płakać. Nie wiedząc kiedy zasnęła.

Hej! Oto mój pierwszy w życiu rozdział. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Wiem, że jest krótki, ale obiecuję, że następny będzie o wiele dłuższy. Piszcie w komentarzu co o nim sądzicie i czy mogłabym coś w nim zmienić (a tak na pewno jest ;). 
Zwiastun True love-fanfiction

Oto zwiastun mojego pierwszego fanfiction.